czwartek, 12 sierpnia 2010

Unia Europejska gorsza od Arabii Saudyjskiej?

Podczas, gdy od dłuższego czasu media bombardują nas jakimiś absurdalnymi i kompletnie nieistotnymi dla normalnego człowieka informacjami o jakimś "krzyżu" - nieco ciekawsze rzeczy dzieją się na styku rynku telekomunikacyjnego i międzynarodowej polityki.

Chodzi mi o kontrowersje wokół telefonów BlackBerry, produkowanych przez Kanadyjską firmę Research In Motion. Otóż, Zjednoczone Emiraty Arabskie - a w ślad za nimi również Arabia Saudyjska, Kuwejt i Indie zagroziły ograniczeniem możliwości korzystania ze smartphone'ów RIM-a, bo jak twierdzą stwarzają one zagrożenie terrorystyczne.

BlackBerry jest bowiem odporny na próby podsłuchu, gdyż nie łączy się z Internetem bezpośrednio, ale poprzez specjalne serwery ulokowane w Kandzie i Wielkiej Brytanii, a cała komunikacja jest szyfrowana i nikt - łącznie z RIM - nie ma dostępu do przesyłanych danych.

To właśnie dlatego telefony tego typu są powszechnie stosowane w biznesie i dyplomacji. Dzięki nim w szybki i (przede wszystkim) bezpieczny sposób można przekazywać najważniejsze decyzje państwowe i tajemnice korporacyjne.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Azjatyckim rządom tak na prawdę nie chodzi o walkę z terroryzmem, ale o inwigilację własnych obywateli. Jako Europejczycy moglibyśmy współczuć mieszkańcom tak policyjnych reżimów, gdyby nie fakt, że podobne zastrzeżenia odnośnie BlackBerry zgłosiła również Komisja Europejska!

Zgodnie ze stanowiskiem KE, zalecanymi urządzeniami dla urzędników starego kontynentu są HTC i iPhone. W tym momencie poczułem się prawie jak urzędnik unijny - bo jestem szczęśliwym posiadaczem telefonów obu tych firm (HTC G1 i iPhone 3gs).

Sytuacja jednak wcale nie jest taka wesoła - zgodnie bowiem z logiką unijnych władz szyfrowanie danych (a więc zabezpieczanie tajemnic państwowych/służbowych/prywatnych) samo w sobie jest czymś złym, bo utrudnia walkę z przestępczością. Idąc dalej tą logiką terrorystą staje się każdy człowiek, który chce zachować choćby element prywatności, bo przecież jak ktoś jest niewinny to nie ma nic do ukrycia...

W ślad za KE poszedł rząd Republiki Federalnej Niemiec, również zakazując swoim urzędnikom korzystania z produktów firmy RIM.

Trzeba tutaj jednak zaznaczyć jeden istotny szczegół: Saudyjczycy w praktyce domagali się od RIM umieszczenia część serwerów na terytorium Arabii. Nie wiadomo czy Kanadyjczycy zamierzają spełnić to żądanie. W rozwiązanie konfliktu zaangażowała się jednak Hillary Clinton, która ostatecznie doprowadziła do pozytywnego rozwiązania konfliktu. (Ciekawe, czy miał znaczenie fakt, że wielkim fanem BlackBerry jest Prezydent USA Barack Obama?)

Jakie są jednak żądania Komisji Europejskiej? Przecież serwery RIM od dawna znajdują się na terytorium Wysp Brytyjskich - a więc UE. Wygląda więc na to, że z Komisją Europejską nie pójdzie tak łatwo, jak z Bliskim Wschodem...

Na szczęście w całym tym szaleństwie pewną dozą rozsądku wykazały się Polskie władze - ogłaszając niecały tydzień temu dwa przetargi na zakup urządzeń pracujących pod kontrolą systemu BlackBerry - jeden dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a drugi dla 6. Batalionu Dowodzenia Sił Powietrznych.