wtorek, 2 sierpnia 2011

Reaktywacja

Po roku nieobecności postanowiłem kontynuować mój Blog. Rozstaję się jednak z platformą Blogspot, na rzecz własnej domeny... Serdecznie zapraszam na:




Pozdrawiam :)

sobota, 14 sierpnia 2010

Apple nie uczy się na błędach

Ken Olsen przeszedł do historii wypowiadając w 1977 słynne zdanie: "Nie ma żadnego powodu, aby ktokolwiek posiadał w domu komputer". Dwa lata później hitem rynkowym stał się komputer osobisty Apple II.

Pomysł jak na tamte czasy był bardzo innowacyjny - wszystkie podzespoły zostały opakowano w jedno plastikowe pudełko. Producent dostarczał za jednym zamachem zarówno sprzęt, jak i łatwe w obsłudze oprogramowanie. Wszystko skonfigurowane i gotowe do pracy. Od tego momentu komputery - jak niegdyś za sprawą Forda samochody - przestały być specjalistycznymi urządzeniami przeznaczonymi dla wąskiego grona fachowców, a stały się elementami dnia codziennego. Apple dokonał istnej rewolucji.

Jednak w sierpni 1981 roku IBM zaproponował zupełnie nową platformę sprzętową, którą w przeciwieństwie do modelu Apple'a cechowała duża otwartość. Każdy mógł produkować zarówno poszczególne części sprzętu (procesory, karty graficzne, klawiatury itd.) jak i samo oprogramowanie. Użytkownik sam decydował jak skonfigurować swój komputer, oraz mógł co jakiś czas wymieniać poszczególne jego elementy, bez konieczności kupowania całego "pudła".

Apple spokojnie poradziłby sobie z jednym lub dwoma konkurentami, ale nie z całą grupą firm produkujących podzespoły do komputerów typu PC, które tę batalię wygrały i królują w naszych domach i biurach już 3 dekady.

W czerwcu 2007 roku Świat był świadkiem kolejnej przełomowej premiery w dziedzinie nowych technologii: Steve Jobs (prezes Apple'a) zaprezentował zupełnie nowe urządzenie łączące najlepsze cechy komputera i telefonu... Mowa oczywiście o iPhone'nie.

A, że historia lubi się powtarzać, półtora roku później Google zaprezentował system operacyjny przeznaczony na telefony komórkowe pod nazwą Android. W przeciwieństwie do iOS (sytemu instalowanego na urządzeniach Apple'a), Android jest w pełni otwarty, co umożliwia zewnętrznym firmom instalowanie go na własnych telefonach, projektowanie odpowiednio zoptymalizowanych procesorów czy nawet jego modyfikację pod kątem własnych potrzeb.

W rozwój Androida, oprócz Google zaangażowały się takie firmy, jak: Qualcomm, HTC, Intel, Samsung, Motorola, Sony Ericsson, LG, Texas Instruments i prawie 60 mniejszych graczy. Czy Apple wytrzyma taką konkurencję? Czas pokaże. Jak na razie radzi sobie całkiem nieźle, choć większość analityków spodziewa się raczej powtórki scenariusza sprzed 30 lat.


Na powyższym wykresie sporządzonym przez firmę badawcza iSuppli ciemniejsze słupki to użytkownicy telefonów z system Apple'a, a jaśniejsi Google'a. Szacuje się, że Android prześcignie iPhone'a już za dwa lata.

Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że mimo iż udział Google'a w światowym rynku smartphone'ów raptownie rośnie, to jednak Apple również będzie notować wzrost sprzedaży (choć nie tak duży, jaki by sobie tego życzył Steve Jobs). Na pewno iPhone będzie nadal miał swoje miejsce na rynku, podobnie jak telefony z systemem BlackBerry. Jednak masowy rynek należy moim zdaniem do Androida.

Choć w chwili obecnej nie jest on jeszcze tak dopracowany jak system Apple'a, to jego otwartość pozwala np. niezadowolonym ze sposobu wysyłania SMS-ów klientom używać dowolnej innej aplikacji do tego celu, podobnie jak pod Windowsem możemy korzystać z dziesiątek różnych klientów pocztowych. W iPhone'ach nie jest to możliwe, gdyż monopol na podstawowe funkcje telefonu ma Steve Jobs

Kolejnym problemem Apple jest powolny spadek jego innowacyjności. Nowy telefon kojarzy się głównie z problemami z anteną, a nowy system operacyjny nie wnosi wiele nowego - poza np. możliwością zmiany tapety (wcześniejsze wersje tego nie potrafiły!). Próżno w nim też szukać prawdziwej wielozadaniowości - czyli możliwości uruchamiania kilku aplikacji równocześnie, co jest już standardem u konkurencji.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Unia Europejska gorsza od Arabii Saudyjskiej?

Podczas, gdy od dłuższego czasu media bombardują nas jakimiś absurdalnymi i kompletnie nieistotnymi dla normalnego człowieka informacjami o jakimś "krzyżu" - nieco ciekawsze rzeczy dzieją się na styku rynku telekomunikacyjnego i międzynarodowej polityki.

Chodzi mi o kontrowersje wokół telefonów BlackBerry, produkowanych przez Kanadyjską firmę Research In Motion. Otóż, Zjednoczone Emiraty Arabskie - a w ślad za nimi również Arabia Saudyjska, Kuwejt i Indie zagroziły ograniczeniem możliwości korzystania ze smartphone'ów RIM-a, bo jak twierdzą stwarzają one zagrożenie terrorystyczne.

BlackBerry jest bowiem odporny na próby podsłuchu, gdyż nie łączy się z Internetem bezpośrednio, ale poprzez specjalne serwery ulokowane w Kandzie i Wielkiej Brytanii, a cała komunikacja jest szyfrowana i nikt - łącznie z RIM - nie ma dostępu do przesyłanych danych.

To właśnie dlatego telefony tego typu są powszechnie stosowane w biznesie i dyplomacji. Dzięki nim w szybki i (przede wszystkim) bezpieczny sposób można przekazywać najważniejsze decyzje państwowe i tajemnice korporacyjne.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Azjatyckim rządom tak na prawdę nie chodzi o walkę z terroryzmem, ale o inwigilację własnych obywateli. Jako Europejczycy moglibyśmy współczuć mieszkańcom tak policyjnych reżimów, gdyby nie fakt, że podobne zastrzeżenia odnośnie BlackBerry zgłosiła również Komisja Europejska!

Zgodnie ze stanowiskiem KE, zalecanymi urządzeniami dla urzędników starego kontynentu są HTC i iPhone. W tym momencie poczułem się prawie jak urzędnik unijny - bo jestem szczęśliwym posiadaczem telefonów obu tych firm (HTC G1 i iPhone 3gs).

Sytuacja jednak wcale nie jest taka wesoła - zgodnie bowiem z logiką unijnych władz szyfrowanie danych (a więc zabezpieczanie tajemnic państwowych/służbowych/prywatnych) samo w sobie jest czymś złym, bo utrudnia walkę z przestępczością. Idąc dalej tą logiką terrorystą staje się każdy człowiek, który chce zachować choćby element prywatności, bo przecież jak ktoś jest niewinny to nie ma nic do ukrycia...

W ślad za KE poszedł rząd Republiki Federalnej Niemiec, również zakazując swoim urzędnikom korzystania z produktów firmy RIM.

Trzeba tutaj jednak zaznaczyć jeden istotny szczegół: Saudyjczycy w praktyce domagali się od RIM umieszczenia część serwerów na terytorium Arabii. Nie wiadomo czy Kanadyjczycy zamierzają spełnić to żądanie. W rozwiązanie konfliktu zaangażowała się jednak Hillary Clinton, która ostatecznie doprowadziła do pozytywnego rozwiązania konfliktu. (Ciekawe, czy miał znaczenie fakt, że wielkim fanem BlackBerry jest Prezydent USA Barack Obama?)

Jakie są jednak żądania Komisji Europejskiej? Przecież serwery RIM od dawna znajdują się na terytorium Wysp Brytyjskich - a więc UE. Wygląda więc na to, że z Komisją Europejską nie pójdzie tak łatwo, jak z Bliskim Wschodem...

Na szczęście w całym tym szaleństwie pewną dozą rozsądku wykazały się Polskie władze - ogłaszając niecały tydzień temu dwa przetargi na zakup urządzeń pracujących pod kontrolą systemu BlackBerry - jeden dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a drugi dla 6. Batalionu Dowodzenia Sił Powietrznych.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Blog

Z jednej strony przekonany namowami "pewnych osób", z drugiej strony zainteresowany szeroko rozumianym pojęciem "Social Media" postanowiłem założyć własnego Bloga :)

Postanowienie takie podjąłem dokładnie 4 minuty temu i oto piszę pierwszego posta - jak nietrudno się domyślić - totalnie improwizowanego ;)

Co z tego wyjdzie - czas pokaże...